Przeprowadzałam się w życiu 17 razy. Z miast, domów, mieszkań. Do miast, domów, mieszkań. Ze dwa razy wyprowadziłam się nawet z siebie, to znaczy straciłam przytomność.A za jakiś tydzień wyprowadzam się – na inne blogowisko! Lubię to miejsce w Internecie, które akurat zajmuję, te “kartki w jedną linię”, jednak po 9 miesiącach próbnych zdecydowałam się na zmiany. Bo lubię zmiany, bo jestem aktywna, a teraz będę też – interaktywna. To znaczy będę miała więcej możliwości w kontaktowaniu się z czytelnikami. Stąd ta długa przerwa w niniejszym blogu – jestem już myślami, piórem, gdzie indziej. Oczywiście, nowy adres zostawię tutaj (wetknę karteczkę w drzwi), bo chciałabym wszystkich zabrać ze sobą.
Karteczka zatknięta w drzwi… Jeszcze nie tak dawno, a przecież w innej epoce, w czasach bez mejli, bez telefonów komórkowych, gdy i stacjonarne były rzadkością, często przychodziło się do znajomych bez wcześniejszego umawiania się. Ot, spontanicznie, skręcało się na przykład ze spaceru, licząc na to, że uda się zastać i spotkać. A jeśli drzwi były zamknięte, to się na karteczce z notesu wyrwanej pisało: byliśmy, ale nie zastaliśmy, buziaki! Dziś “drzwiowa” korespondencja nie istnieje, nie jest już potrzebna. I choć to było tak niedawno, zapomnieliśmy już o karteczkach zatkniętych w drzwi…

Nie mogę znaleźć karteczki
Będzie karteczka z nowym adresem, w ciągu kilku dni…
Pani Aniu, w takim razie będę wypatrywać karteczki… sama też się przeprowadziłam
Karteczki dalej stosuję, np. wyszłam z psem, zaraz wracam.
A Pani karteczkę z nowym adresem też bardzo chętnie znajdę
nie ma karteczki
czyżby pies sąsiadów mi ją zjadł?
Mój brat włożył mi kiedyś karteczkę w drzwi: “klucz pod wycieraczką”. I tylko brakowało karteczki, że wszystkich zainteresowanych zapraszamy i prosimy o odłożenie klucza na miejsce, to jest pod wycieraczkę